PROGRAM NAUCZANIA KONFERENCJE PUBLIKACJE
O WOLNYM UNIWERSYTECIE WARSZAWY
Newsletter

  email:
  

2009-07-09 godz 19:00
EUROPEJSKIE POLITYKI KULTURALNE 2015
publikacje

Rebecca Gordon Nesbitt:To dla mnie ogromna przyjemność być tutaj dzisiaj. Dziękuję Kubie za zaproszenie.

W 2005 roku grupa zainteresowanych stron przyjrzała się polityce kulturalnej w Europie, ale nie spodobało im się to co zobaczyli. W moim przypadku, a pisałam z perspektywy Glasgow, jasne było, że mimo ustanowienia własnego, szkockiego parlamentu w 1998 roku, o polityce kulturalnej wciąż w dużym stopniu decydował rząd Tony’ego Blaira w Westminsterze. Podążał on neoliberalną drogą zaangażowania sektora prywatnego w sztukę. Przez całe lata 90., brytyjskie instytucje sztuki otwierały się coraz bardziej na wpływy korporacyjne poprzez programy sponsorskie, w ramach których biznes nawiązywał współpracę z muzeami i galeriami, w dobrym stylu i na zasadzie synergii, jako część medialnego szumu wokół “Cool Britannia”.

W obliczu utraty przez ten model ekskluzywnego charakteru, na początku nowego tysiąclecia, nadszedł czas na poszukiwanie przez twórców polityki nowych sposobów włączania artystów w realizację priorytetów państwowego kapitalizmu. Istotną zmianą w tym względzie było użycie środków publicznych do zasilenia prywatnego rynku sztuki, zaś rady artystyczne tworzyły obszerne uzasadnienia dla tego ideologicznego przełomu, ustanawiając jednocześnie strategię Own Art, w ramach której przyznaje się nieoprocentowane kredyty osobom pragnącym kolekcjonować dzieła sztuki współczesnej. W Glasgow, wskutek skierowania finansowania publicznego na rynek prywatny, główna galeria komercyjna (The Modern Institute) otrzymała dotacje sięgające 50 000 funtów rocznie, a galerie prowadzone przez artystów musiały skoncentrować się na targach sztuki i rozwijaniu tam sieci kontaktów.

Rządy zostały jednocześnie zmuszone do zbadania innych praktycznych korzyści płynących z zaangażowania w sztukę w celu uzasadnienia poniesionych na nią nakładów, przez co oficjalne dokumenty wypełniły się wzmiankami o inkluzji społecznej. Z bliższej perspektywy wydawało się, że mamy do czynienia z próbą zachęcenia ludzi do odgrywania bardziej aktywnej roli w gospodarce, zwłaszcza na rynku pracy, w ramach wykorzystywania możliwości, które oferuje sztuka. Z całości wyłaniał się jednak obraz artystów-niedorajdów, którzy w większości nie są w stanie utrzymać się ze swojej działalności. W 2005 roku byłam przekonana, że wzrośnie waga sektora prywatnego, i że to rynek zastąpi sektor publiczny w roli głównego źródła finansowania artystów.

Obecnie, niemal w pół drogi do roku 2015 nie mogę ukrywać, że czuję się nieco zawstydzona stojąc tu przed wami, gdy moje przewidywania okazały się tak nietrafne. Mówiąc zupełnie szczerze, któż mógł przewidzieć siłę i ogrom finansowej zapaści, którą ogłasza się gdzieniegdzie końcem kapitalizmu. Z pewnością doprowadziła ona do znacznego skurczenia się prywatnego rynku sztuki, a niektóre mniejsze galerie zaledwie „wychodzą na zero” na najważniejszych targach. Moja druga prognoza, dotycząca osłabienia roli państwa w toku rozwoju rynku, okazała się równie chybiona. Cała Szkocja, a w szczególności Glasgow to jednak wciąż interesujące miejsca do obserwowania tendencji w sektorze publicznym.

Pod niektórymi względami rok 2005 wydawał się być czasem cichego optymizmu w oczekiwaniu szkockiej społeczności artystycznej na skutki ustanowienia Komisji Kulturalnej (Cultural Commission) Był to roczny projekt konsultacyjny zainicjowany w 2004 roku przez szkockiego premiera z Partii Pracy Jacka McConnella, mający na celu zebranie opinii kapitałowców w ramach czegoś co miało być „całościowym” przeglądem wsparcia kultury, mającym doprowadzić do jego odnowy, jako „pokoleniowej szansy na poważne i dojrzałe spojrzenie na naszą kulturę oraz wybór sposobu jej wsparcia w przyszłości”. Wielu z nas, działaczy kultury, poświęciło sporo czasu na wystąpienia przed Komisją, jednak gdybyśmy wniknęli w dokumenty głębiej, odkrylibyśmy, że kluczowy w tym procesie jest wyraźny nacisk ministra kultury na „wykorzystanie finansowania publicznego w celu pobudzenia rozwoju w przemyśle kulturalnym i kreatywnym”. Innymi słowy, sprawienie, by twórcy sztuki stali się bardziej przedsiębiorczy i zapewniali Szkocji przewagę konkurencyjną. Powrócę jeszcze do Komisji Kulturalnej, ponieważ właśnie teraz uwidaczniają się skutki przeprowadzonych zmian.

W 2005 roku nie było żadnej pewności co do sukcesu rządu narodowego lub regionalnego w kwestii nadzoru nad wsparciem kultury, zaś w kwietniu 2007 Rada Miejska Glasgow (największy organ szkockiego samorządu) podjęła szokującą decyzję o zezwoleniu żonie szkockiego premiera Bridget McConnell na zmianę wydziału usług kulturalnych i rekreacyjnych w dwa przedsiębiorstwa prywatne – jedno z nich o charakterze charytatywnym, drugie nie. Zarządy obu firm obsadzone zostały bankierami i specjalistami w dziedzinie praw autorskich, jak również przychylnymi rynkowi prywatnemu radnymi, w celu stworzenia pozorów odpowiedzialności. Nie będę zanudzać Was szczegółami na ten temat, gdyż opisałam go już dokładnie. Wystarczy jednak powiedzieć, że pojawienie się Culture i Sport Glasgow wyraźnie wskazało kierunek działań związanych z kulturą w mieście. Wydaje się bezsprzeczne, że kultura wykorzystywana jest jako narzędzie w ramach ustalonej strategii turystycznej i rewitalizacyjnej poprzedzającej goszczenie przez Glasgow Igrzysk Wspólnoty Narodów w 2014.

Powracając do konsultacji w ramach Komisji Kulturalnej, ustanowionej na szczeblu narodowym przez Rząd Szkocji. Po wielu wysiłkach przyniosły one propozycję nowej struktury organizacyjnej, będącej hybrydą istniejących instytucji finansujących – Scottish Arts Council i Scottish Screen – pod nazwą Creative Scotland. Sięgając jednak do raportów ze spotkań tych, którzy tworzą i wdrażają politykę kulturalną w Szkocji, odkryć można, że pomysł Creative Scotland został poddany po raz pierwszy w styczniu 2003 roku, czyli na rok przed ustanowieniem Komisji. Zakpiono w ten sposób z prawie pół miliona funtów z państwowej kasy, które wydano na ten cel, budząc poważne wątpliwości co do przejrzystości i odpowiedzialności naszego rządu. Jednak, co może zmartwić jeszcze bardziej, Creative Scotland unieważnia zasadę niezależności, która obowiązywała wszystkie instytucje finansowania publicznego w Zjednoczonym Królestwie od II wojny światowej. Szkoccy ministrowie są obecnie w trakcie umieszczania w kodeksie zapisów o swojej nieskrępowanej władzy nad Creative Scotland. Nietrudno zgadnąć, że przemysł kreatywny znajduje się w centrum ich zainteresowania, skoro artystom powierza się kredyty i inwestuje się w nich w samym środku finansowej katastrofy.

Po pierwszym czytaniu w parlamencie propozycja ustawy Culture Scotland została odrzucona ze względów finansowych (nie chodziło o przyznawanie artystom pożyczek, ale drobne uwagi techniczne). W typowo demokratycznym stylu szkoccy nacjonaliści (trzymający obecnie władzę w Rządzie Szkocji) przemycili jej zapisy do propozycji ustawy zmierzającej do redukcji instytucji sektora publicznego w całej Szkocji. Skoro Szkocja była już poletkiem doświadczalnym dla eksperymentów Margaret Thatcher z niepopularnym podatkiem pogłównym, zanim wprowadzono go w całym Zjednoczonym Królestwie, zachodzi obawa, że nowe rozwiązania mogą zostać przeniesione do każdego kraju, którego rząd wciąż podąża nieoliberalną ścieżką, co może znacznie pogorszyć sytuację finansową wielu działaczy kultury. Wydaje się, że należy wykorzystać okazję, jaką daje nasze wspólne spotkanie, by połączyć siły i stawić temu opór.